A miało być tak pięknie.

Izba reprezentantów zatwierdziła plan pomocy ustalony przez Biały Domy i Demokratów. Chrysler i General Motors już witały się z zastrzykiem gotówki z amerykańskiego budżetu (Ford stwierdził, że na razie nie potrzebuje gotówki tylko otwarte linie kredytowe), a tymczasem Senat zrobił wszystkim przykrą niespodziankę przekreślając wcześniejsze ustalenia. Pisząc wszystkim mam na myśli także siebie, gdyż miałem nadzieję, że mimo wielu uwag ze strony Republikanów jednak poprą oni udzielenie pomocy dla gigantów z Detroit. Niespodzianka dla mnie jest tym bardziej przykra, że do numeru 51/52  Auto Swiata, który został wysłany do drukarni na kilkanaście godzin przed decyzją Senatu, opisałem w specjalnym raporcie ustalenia planu pomocowego (pełny tekst zamieszczam poniżej), które niestety wzięły w łeb. W styczniu, kiedy Demokraci będą mieli większość w Kongresie plan ma szansę zatwierdzenie, ale zasadnicze pytanie jest takie, czy do tego czasu co najmniej dwa z trzech koncernów, mam tu na myśli Chryslera i General Motors, nie zostaną zmuszone do ogłoszenia upadłości.

Widmo bankructwa, krążące nad amerykańskimi producentami stało się coraz bardziej realne. Senatorowie chyba dopiero po odrzuceniu planu zdali sobie sprawę z konsekwencji jakie mogą nastąpić, gdyż od piątku rano wielu z nich tłumaczy się z decyzji i proponuje nowe, lepsze ich zdaniem rozwiązania.

Co tak naprawdę przyczyniło się do fiaska planu? Z pewnością nie był on idealny. Oponenci argumentowali, że wydawanie publicznych pieniędzy tylko przedłuży agonię źle zarządzanych molochów, kóre same padły ofiarą swoich błędów i złej polityki produktowej. Uważali także, że w dobie wolnego rynku i zdrowej konkurencji wyeliminowanie słabych ogniw jest normalnym zjawiskiem. Sprzeciwiali się ponadto ratowaniu firmy, która należy do prywatnych funduszy (chodzi o Chryslera, którego głównym udziałowcem jest Cerberus Capital Management LP). Obawy budziły również uprawnienia samochodowego cara, którego miał powołać prezydent i który miał nadzorować procesy restrukturyzacyjne. Na domiar złego przedstawiciele związków zawodowych nie wyrazili zgody na dalsze redukcje swoich przywilejów twierdząc, że i tak poszli na duże ustępstaw w ub. roku (zgodzili na radykalne obniżki kosztów pracy, ale od roku 2011). Wiem, że troszczą się o interesy pracowników, ale grając w ten sposób mogą doprowadzić do całkowitej likwidacji miejsc pracy. Warto dodać, że przedstawiciele administracji domagali się natychmiastowej redukcji kosztów do poziomu, jaki obowiązuje w koncernach spoza Wielkiej Trójki – za przykład podawano tu Toyotę.

Co dalej?

Chrysler i General Motors twierdzą…, że gotówki wystarczy im do końca tego roku i usilnie szukają awaryjnych rozwiązań. W lepszej sytuacji jest Ford, który dysponuje oszczędnościami i jest w stanie regulować swoje zobowiązania prze kolejne kilka miesięcy. Sytuacja może się jednak zmienić, jeśli kryzys się pogłębi. Ogłoszenie upadłości może być rozwiązaniem, które doprowadzi do załamania sprzedaży aut na rynku, masowych zwolnień i jeszcze głębszej recesji. Jak widać potrzeba naprawdę tęgich głów do rozwikłania tego problemu. Dla nowej administracji Baracka Obamy będzie to wielkim wyzwaniem.

Warto pamiętać także o jeszcze jednym aspekcie amerykańskich problemów. Kondycja Wielkiej Trójki może czkawką odbijać się jej europejskim spółką. Na szczęście rządy na Starym Kontynencie chętniej udzielają pomocy publicznej.

W każdym razie ja trzymam kciuki, bo jakoś ciężko mi wyobrazić sobie motoryzację bez wspaniałych amerykańskich bryczek.

Rafał Sękalski

a tak mialo być:

tekst raportu z nr 51-52/2009 Auto Swiata:

Suma 14 mld dolarów, jaką amerykański Kongres zgodził się wspomóc Chryslera i General Motors, w tym tygodniu powinna znaleźć się na kontach koncernów. Uchroni je to przed utratą płynności finansowej i pozwoli na wdrożenie procesów restrukturyzacyjnych, które mają zagwarantować im powrót do wypłacalności i bycia bardziej konkurencyjnymi. Ford na początku ub. tygodnia zrezygnował z ubiegania się o gotówkę, ale wystąpił z prośbą o przyznanie otwartych linii kredytowych,
z których mógłby skorzystać, gdyby sytuacja na rynku motoryzacyjnym uległa dalszemu pogorszeniu.

W tak złej kondycji Wielka Trójka z Detroit nie była od lat. Prowadzone od kilku lat procesy restrukturyzacyjne okazały się niewystarczające. Rosnące ceny paliw załamały sprzedaż najpopularniejszych w Stanach SUV-ów i pikapów. Przerost zatrudnienia nad potrzebami,
bardzo wysokie koszty pracy oraz agresywne związki zawodowe przyczyniły się z kolei do pogorszenia sytuacji finansowej. Tylko w tym roku sprzedaż nowych aut na rynku amerykańskim zmniejszy się do poziomu nienotowanego od początku lat 80. ub. wieku.  Spadek popytu dotknął zresztą także inne regiony świata.
W obliczu ogólnego kryzysu widmo bankructwa stało się jak najbardziej realne.
W momencie, kiedy rząd USA zdecydował się na wdrożenie planów ratunkowych dla sektora bankowego na kwotę przekraczającą 700 mld dolarów, również firmy Chrysler, Ford i General Motors, zatrudniające w samych Stanach bezpośrednio i pośrednio ponad milion osób, musiały zwrócić się o pomoc publiczną.

Warunkiem uzyskania pomocy było przedstawienie wiarygodnych planów restrukturyzacyjnych. Już na początku grudnia w Kongresie odbyły się przesłuchania, podczas których szefowie gigantów przekonywali dlaczego warto ratować amerykański przemysł.
Bob Nardelli, prezes Chryslera, przedstawił plan obejmujący restrukturyzację:
➧8 mld dolarów płatności dla dostawców części;
➧1,2 mld dolarów płatności dla innych dostawców;
➧900 mln dolarów płac;
➧500 mln dolarów kosztów opieki zdrowotnej;
➧500 mln dolarów nakładów inwestycyjnych.
Jego roczna pensja zostanie obniżona do 1 dolara, nie otrzyma też żadnych środków z umów dodatkowych. W latach 2009-12 Chrysler wprowadzi 24 nowe, ekonomiczne
i ekologiczne modele, także
z napędem elektrycznym.
Alan Mulally, prezes Forda, stwierdził, że obecna sytuacja firmy jest dość stabilna i dotychczasowe procesy zmian przynoszą efekty. Koncern już w 2006 roku zastawił większość majątku spółki, co pozwoliło mu uzyskać około 30 mld dolarów rezerwy finansowej. Sprzedał też przynoszące straty marki: Aston Martin, Jaguar i Land Rover, i nie wyklucza pozbycia się szwedzkiego Volvo. W przeciwieństwie do pozostałych dwóch firm jego ramię finansowe (Ford Motor Credit) jest w dobrej kondycji
i może finansować zakupy aut przez klientów. Dlatego Ford poprosił tylko o uruchomienie linii kredytowej na wypadek pogorszenia się sytuacji rynkowej, licząc na to, że nie będzie musiał korzystać z tej pomocy.
Najwięcej szczegółów planu reform przedstawił Rick Wagoner, prezes General Motors. Koncern ten ubiega się o największe dofinansowania. Program GM obejmuje:
➧redukcję liczby produkowanych modeli z obecnych 63 do około 40;
➧obniżenie kosztów płac;
➧zmniejszenie zatrudnienia
w fabrykach amerykańskich
z poziomu 96 tys. osób (obecnie) do 65-75 tys. w ciągu najbliższych 3 lat;
➧zmniejszenie liczby dilerów
z 6450 do 4700;
➧renegocjacje kosztów zatrudnienia ze związkami zawodowymi (fundusze zdrowotne, emerytalne itp.). Do 2012 roku GM chce być konkurencyjny
do Toyoty – uznawanej w tym zakresie za lidera;
➧renegocjacje zadłużenia (GM chce dogadać się z wierzycielami w sprawie redukcji ok. 35,6 mld dolarów z liczącego 66 mld długu, z którego część mogłaby być zamieniona na akcje koncernu);
➧skupienie się na kluczowych markach, tj. Chevrolecie, Buicku, GMC i Cadillacu;
➧zmianę strategii marki Saturn (z likwidacją włącznie);
➧sprzedaż marki Hummer oraz całości lub części udziałów w Saabie.

Powyższe plany zostały wstępnie zaakceptowane przez rząd amerykański, ale udzielenie pomocy obwarowano surowymi warunkami. Najważniejszym jest powołanie specjalnego urzędnika nadzorującego procesy restrukturyzacyjne, którego już z racji uprawnień okrzyknięto „samochodowym carem”. Powoła go prezydent
i poza funkcjami czysto kontrolnymi będzie mógł:
➧oceniać postępy zmian;
➧wyrażać zgodę (lub nie) na kolejne transze pożyczek;
➧ingerować w proces restrukturyzacji, jeśli uzna, że jest zbyt powolny lub nie przynosi planowanych efektów;
➧zapobiegać zamykaniu fabryk w celu przeniesienia produkcji poza granicę USA;
➧akceptować lub nie wszystkie transakcje na kwoty powyżej 100 mln dolarów;
➧ogłosić bankructwo spółki.
W ramach zaciętych negocjacji ustalono również, że szczegółowe plany restrukturyzacji będą przedstawione najpóźniej do końca marca przyszłego roku. Pieniądze dla Wielkiej Trójki mają pochodzić z funduszu Departamentu Energii utworzonego we wrześniu – miał on wspierać proekologiczne
i proekonomiczne (zużywające mniej paliwa) projekty nowych modeli samochodów. Oprocentowanie wyniesie
5 proc. w ciągu pierwszych
5 lat i 9 proc. w kolejnych. Rządowe pożyczki będą miały priorytet w spłacie przed innymi wierzycielami. Część wierzytelności zostanie także zabezpieczona akcjami koncernów. Ponadto wszystkie firmy zobowiązały się do ograniczenia zarobków prezesów i zarządów, rezygnacji z floty prywatnych odrzutowców i ustalenia limitów odpraw dla kadry zarządzającej. W ramach reform firmy nie będą mogły również wypłacać dywidendy.